Włóczykij Kaczkowska: 2016

#another "Skrawki papieru z kalendarza 2016..."





"Ale dosyć już o mnie.
Mów jak Ty się czujesz
z moim bólem - jak boli
Ciebie Twój człowiek..."

Stanisław Barańczak









Wczoraj sprzątałam swój pokój. W praktyce wyglądało to oczywiście jak przemeblowanie albo przeprowadzka, czyli typowo dla mnie.

Znalazłam kilkuletnie zimne ognie i nie mogłam ich nie wykorzystać do zdjęć (tak, wiem, że miałam już zdjęć nie robić).
Śmierdziały jakby miały ze sto lat a jestem prawie pewna, że kupowałam je dwa lata temu. Chociaż w sumie...


#photoshoot "November sun" - Klaudia Marchewka


19 listopada 2016








Klaudia napisała do mnie o zdjęcia jeszcze na wakacjach. Czekała, czekała i doczekała się sesji na jesień. Jak sama mi napisała: "było warto!"

Zdjęcia wynikły spontanicznie, w Krośnieńskich trawskach. 
Trafiłyśmy akurat na słoneczną sobotę po tygodniu ulewnego deszczu. Towarzyszyło nam błoto i kilkoro biegaczy, jednak wszystko przyjmowałyśmy z uśmiechem.

Mam nadzieję, że Klaudia będzie miała piękną pamiątkę z naszej współpracy ;)



modelka: Klaudia Marchewka
zdjęcia oraz makijaż: Małgorzata Kaczkowska
(Facebook fanpage - klik!)






































#photoshoot "GeeKid"


22.10.2016






Kilka tygodni temu po raz pierwszy fotografowałam dla dziecięcej marki odzieżowej.
Propozycja padła z ust znajomej fotografki, która nie mogła owych zdjęć wykonać. 
Zgodziłam się pomimo obaw, jednak wszystko przebiegło na prawdę sprawnie i owocnie.

Centrum Dziedzictwa Szkła stanowiło świetne miejsce do tego typu zdjęć. Najbardziej ukochałam sobie pomieszczenie z różowawym światłem, co chyba widać ;)

Bardzo dziękuję marce GeeKid i Kasi Przybyle za zaufanie!
Świetne nowe doświadczenie, które będę wspominać z uśmiechem na twarzy :)


strona internetowa marki: GeeKid.pl
zdjęcia: Małgorzata Kaczkowska



#about "Stara dusza i wrzosowe koperty, czyli opowieść o odejściu..."




"Żyję w epoce wcześniej niż ta, w której żyję."

Fernando Pessoa








Nie było mnie tutaj już półtora tygodnia. Może nawet dwa.
Zastanawiam się czy ktoś tęskni.
Czy ktokolwiek tęskniłby, gdybym odeszła.

Przychodzi taki czas, że człowiek zbiera się na post o własnych refleksjach.
Przez dwa miesiące chodzi, myśli, odczuwa i nie wychodzi z tego nic, co ubrałoby w słowa cały twórczy bałagan.

Chciałabym napisać, że jestem chodzącą kulką motywacji, ale tak nie jest.
Albo inaczej.
Jestem nią dla innych, ale nie dla samej siebie.


#about "Nie umiem przyjmować komplementów"







"Wiesz... gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca..."

Antoine de Saint-Exupéry  "Mały Książę"









Minęło już trochę czasu od wpisu o jesieni.
Nie wspominałam, ale centralnie mnie zamurowało.
Mur. Beton. Kafelki.


Wmawiam sobie, że potrafię przyjmować te wszystkie komplementy. Słowa otuchy. Słowa wsparcia.
Że potrafię być wiecznie opanowana. Że potrafię się otworzyć, dać się poznać. Dać się polubić.

Mój wewnętrzny Włóczykij to nie tylko nieśmiały, nieoswojony zwierz.
To istota melancholijna. Często zbyt poważna. Zbyt głęboka.
Szczęśliwe stworzenie, które zna swoją wartość przed samą sobą. W styczności z otoczeniem prawdopodobnie wychodzi na jaw jego nieśmiałość i nieumiejętność przyjmowania komplementów.


Bo ja komplementów przyjmować nie umiem w ogóle.



#photoshoot "Holiday memories" - Kamila Hawrot


9 lipca 2016






Kamila to jedna z tych osób, które towarzyszą mi od początku fotograficznych poczynań.
To z nią testowałam moją 50tkę, na niej eksperymentowałam pierwsze makijaże oka.
To ona robiła zdjęcia na mój post o włóczykijstwie (klik!) i kilka innych portretów Kaczkowskiej.
Jest moim żywym statywem i towarzyszką podróży. 

Dzisiaj zdjęcia z lipcowej sesji, do której inspiracją była postać Włóczykija.
Nikt nie powinien być zaskoczony.

Taka mała ciekawostka: 
zdjęcia robione były w lipcu a ja już nie mogę patrzeć na swoje własne błędy. 
Czy to znaczy, że się rozwijam?


Wykonane na granicy wsi. 
W koszuli, o złotej godzinie.
Prosto i po naszemu.


modelka: Kamila Hawrot
zdjęcia&makijaż: Małgorzata Kaczkowska
(Facebook fanpage - klik!)






















No i na koniec Włóczykij Kaczkowska!



#photoshoot "Smoke clouds" - Katarzyna Zych



1 października 2016









Z Katarzyną znamy się jak dwa łyse konie. Trudno mi nawet powiedzieć, kiedy dokładnie się poznałyśmy bo było to dawno, dawno temu w dzieciństwie.
Jest to też jedna z moich pierwszych modelek. W moim obiektywie gości niemalże dwa razy w roku, kiedyś odbywało się to jeszcze częściej.

Jak to już z nami bywa, wszystko wyszło spontanicznie. Napisałam, że mam czas i idziemy na zdjęcia. Po kilkunastu minutach wszystko uzgodnione. Takie plusy mieszkania w jednej miejscowości, po jej dwóch końcach.

Miejscem okazało się jezioro pewnego pana z naszej wsi (które nie wychodziło na zdjęciach tak jak tego chciałam). Później przeniosłyśmy się na leżące kilkanaście metrów dalej krzaki.
Moje ulubione kulki dymne były dla Katarzyny nowością, ale poradziła sobie (serio!) bardzo bardzo dobrze. Poparzenia nie było a to najważniejsze!

Na dole krótkie przypomnienie naszych współprac, trochę mi się zmienia technika a Kasia nabiera pewności przed obiektywem. A więc pierwsza jesienna sesja za mną. 



modelka: Katarzyna Zych
zdjęcia: Małgorzata Kaczkowska
(Facebook fanpage - klik!)









































Nasze wcześniejsze sesje zdjęciowe:



#about "Ja tam sobie tylko pstrykam"








"I nie urodziłem się wielkim, potężnym dębem, gonną olchą. I nie urodziłem się niczym innym, tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się z pozorami. 
Tylko z nerwami. 
Z nerwami tuż pod cieniutką skórką."

Edward Stachura








Zaczynam dostrzegać ogromną zmianę, od kiedy zaczęłam pisać serię #about.
To chyba dobrze.
Nieco bardziej akceptuję siebie i nie myślę o sobie jako o totalnym dziwaku, którego nikt w życiu nie zrozumie.
Którego nikt nie potrzyma za rękę.


Dzisiaj po raz kolejny totalnie szczerze i spontanicznie. Żeby nie było, że u mnie wszystko jest zawsze tak idealnie zaplanowane.
Bo nie jest.





Moje fotograficzne poczynania w tym roku osiągnęły bardzo dziwny dla mnie poziom. 
Fotografuję za dużo - nie jest dobrze.
Organizm odmawia posłuszeństwa, skóra pokazuje nowych nieprzyjaciół i zaczynam tracić głos. Coroczne zapalenie krtani przychodzi zaraz po poście o ukochanej jesieni.
Kolana bolą, oczy pieką. Wtedy wiem, że trzeba odpocząć. 
Natychmiastowo.

Fotografuję za mało - potrzebuję trzymać w ręce aparat, wyczekuję najbliższej chwili na zdjęcia, jestem nerwowa, że nie mam jak się wyżyć fotograficznie.
Nie wiem z czego się to bierze. Może chodzi o fakt, że robienie zdjęć to moja pasja, coś co mnie wyraża.
Nie wiem.





Ostatnimi czasy dostaję bardzo wiele opinii, że moje zdjęcia piszą jakąś historię.
Że mają duszę, własny styl.
Że są charakterystyczne.


Tak na prawdę, to ja sobie tak tylko czasem pstrykam.
Serio.

Często bardzo nieplanowanie zdjęcia osiągają "sukces", stają się "rozpoznawalne", inni fotografowie je doceniają. Tak było między innymi z sesją "indiańską" (klik!).

Czasem umówiony temat jest bardzo ogólny, często niespójny, ale zaufanie do modelki mnie nie zawodzi i zdjęcia same się robią. Same się pstrykają. Same piszą własną historię.
Ja tylko uwieczniam je w obiektywie aparatu.

Brzmi to strasznie i dla mnie samej, nierealnie.
Ale ja tak to odczuwam.









Bo to co robię to moja wariacja, to co siedzi mi w głowie. Nie wzoruję się na nikim, najzwyczajniej w świecie ćwiczę, próbuję, eksperymentuję. Chodzę z aparatem i pstrykam.
Tylko pstrykam.

Wychodzi albo nie wychodzi. Małe zwycięstwo albo nauka na przyszłość.
Nic nie jest przypadkiem. Nic nie dzieje się bez celu.

Wszystkie zdjęcia, które oglądacie to moje upadki i wzloty. To, co mam w głowie i to, co widzę przez wizjer aparatu. Nie piszę historii zdjęć, ona sama tworzy się w moim sercu i we mnie.
Często to modelki wpisują mnie do planu wydarzeń swojej własnej opowieści, swoich emocji i przeżyć.



Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy,
Dla mnie aparat jest kliszą duszy i niezmiernie mi miło, jeśli mówicie, że zdjęcia przekazują emocje, uczucia, historie.

A ja sobie dalej tylko pstrykam...






#about "Jesień"







"Filifionka wiedziała, że nadeszła jesień i zamknęła się w środku. 
Jej dom wydawał się całkowicie nieprzystępny i opustoszały. Lecz ona była w nim, schowana w jego najgłębszym wnętrzu ze szczelnymi ścianami i murem świerków zasłaniających okna."

Tove Jansson - "Dolina Muminków w listopadzie"









Jak przystało na rasowego Włóczykija - lubię jesień. 
Nawet bardzo.
Ale tak bardzo bardzo.

Gdzieś pomiędzy zimnem i narzekaniem na przemoknięte buty a kubkiem zielonej herbaty lokuje się moja strefa komfortu, otulona ciepłym kocem i bawełnianym swetrem. 
Kaszmir na większe wyjścia.
Nie mam jeszcze szalika i czapki, moja kurtka kończy swój żywot, co nie zmienia faktu, że UWIELBIAM JESIEŃ!







Teraz powiecie (a raczej napiszecie), że nie jestem takim hipsterem, że wszyscy nagle lubią jesień a tak na prawdę każdy narzeka.
Że deszczu nikt nie lubi a szeleszczące liście wkurzają. Dodaj jeszcze do tego kasztana, który spadł Ci prosto na głowę to wyjdzie, że tej jesieni nie lubisz w ogóle.

I owszem, są dni, gdzie wszystko, ale to absolutnie wszystko działa nam na nerwy.
Mnie też, chociaż jestem z natury opanowanym człowiekiem, nawet kiedy jakiś ziomek na ulicy rzuci we mnie niedopałkiem papierosa. Sytuacja z życia wzięta, moja reakcja?
Mina Kaczkowskiej aka oziębłej istoty włączona. Typ szybko przeprasza i po kłopocie. Takie plusy szerokiej żuchwy i dość poważnej urody.
Potrafię dostrzec pozytywy, nawet kiedy dopadnie mnie ta jesienna melancholia. Rzadko bo rzadko, ale się zdarza.









Zdaję sobie sprawę, że przez Instagrama nie widać prawdziwego humoru danej osoby, uczuć czy klimatu. No chyba, że ktoś ma wyjątkowe wyczucie, gust lub coś w tym rodzaju.
Na zdjęciu widzisz efekt końcowy a nie oziębłe dłonie, które trzymały ten telefon/aparat.
Nie widzisz, że zaraz obok pięknej kupki liści leży zużyta guma do żucia przyklejona do chodnika.

Nie widzisz popękanych skórek na ustach, zsiniałych paznokci. Widzisz ładną dziewczynę.

Żyjemy w takim świecie, kwestia przyzwyczajenia lub odstawania od normy.

A ja sobie lubię czasem żyć poza marginesem.
Tak mi się właśnie przypomniało, że poza marginesem zapisuję najważniejsze rzeczy na rozszerzeniu z polskiego. Także prawie komplement, nie?










Ale przyszła jesień.

Moja piękna i zmienna przyjaciółka.
Widujemy się kilka miesięcy w roku i chodzimy razem na spacery. Wysłuchuje mnie, czasem sobie razem popłaczemy, czasem mam jej dość.
Lubię jesień.





Chciałabym móc przeznaczyć więcej czasu na sesje, ale nie mogę.
Po pierwsze ze względu na szkołę i naukę. Nie wiem co dalej chcę robić w swoim życiu, ale wiem, że muszę się uczyć. Może mi się nie przyda i powinnam rozwijać się w kreatywnej branży jaką jest fotografia. Może powinnam.

Po drugie ze względu na zdrowie. Kolana są moim naturalnym barometrem a na razie zdecydowałam się dać sobie trochę oddechu bo doba magicznie mi się nie wydłuży. Nie rezygnuję, jeszcze nie zapadam w sen zimowy. Albo raczej jeszcze nie w całości.

Będę tworzyć mniej, aby (jak co roku) podszkolić się technicznie.
Oczywiście nie odpuszczam bloga ani fotografii. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie ją "odpuścić" bo chyba się nie da.

Piszę listy, cieszę się tym co przynosi czas.
Staram się gadać z Reżyserem i nie myśleć za dużo nad przyszłością.

Na razie mam jesień.

















Posty #about wchodzą mi w nawyk.
W sumie to chyba lubię pisanie artykułów, w sumie to fajnie jak ktoś czyta i rozumie.

Jestem ciekawa o czym chcielibyście poczytać. I czy czytają to tylko osobniki płci żeńskiej czy męskiej?
Nie odpowiecie, ale pytań nikt nie zabroni mi stawiać, a co!


Na Instagramie mnie ostatnio coraz więcej. Pousuwałam kilka zdjęć, ale niespodziewanie zawitało jakieś selfie i trochę jesieni. A jesieni będzie dużo bo moja ulubiona pora roku.

Możecie wpaść:
Instagram Kaczkowskiej (klik!)





Na dzisiaj tyle.