Włóczykij Kaczkowska: Obserwacje: "Ja tam sobie tylko pstrykam"

Obserwacje: "Ja tam sobie tylko pstrykam"








"I nie urodziłem się wielkim, potężnym dębem, gonną olchą. I nie urodziłem się niczym innym, tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się z pozorami. 
Tylko z nerwami. 
Z nerwami tuż pod cieniutką skórką."

Edward Stachura








Zaczynam dostrzegać ogromną zmianę, od kiedy zaczęłam pisać serię #about.
To chyba dobrze.
Nieco bardziej akceptuję siebie i nie myślę o sobie jako o totalnym dziwaku, którego nikt w życiu nie zrozumie.
Którego nikt nie potrzyma za rękę.


Dzisiaj po raz kolejny totalnie szczerze i spontanicznie. Żeby nie było, że u mnie wszystko jest zawsze tak idealnie zaplanowane.
Bo nie jest.





Moje fotograficzne poczynania w tym roku osiągnęły bardzo dziwny dla mnie poziom. 
Fotografuję za dużo - nie jest dobrze.
Organizm odmawia posłuszeństwa, skóra pokazuje nowych nieprzyjaciół i zaczynam tracić głos. Coroczne zapalenie krtani przychodzi zaraz po poście o ukochanej jesieni.
Kolana bolą, oczy pieką. Wtedy wiem, że trzeba odpocząć. 
Natychmiastowo.

Fotografuję za mało - potrzebuję trzymać w ręce aparat, wyczekuję najbliższej chwili na zdjęcia, jestem nerwowa, że nie mam jak się wyżyć fotograficznie.
Nie wiem z czego się to bierze. Może chodzi o fakt, że robienie zdjęć to moja pasja, coś co mnie wyraża.
Nie wiem.





Ostatnimi czasy dostaję bardzo wiele opinii, że moje zdjęcia piszą jakąś historię.
Że mają duszę, własny styl.
Że są charakterystyczne.


Tak na prawdę, to ja sobie tak tylko czasem pstrykam.
Serio.

Często bardzo nieplanowanie zdjęcia osiągają "sukces", stają się "rozpoznawalne", inni fotografowie je doceniają. Tak było między innymi z sesją "indiańską" (klik!).

Czasem umówiony temat jest bardzo ogólny, często niespójny, ale zaufanie do modelki mnie nie zawodzi i zdjęcia same się robią. Same się pstrykają. Same piszą własną historię.
Ja tylko uwieczniam je w obiektywie aparatu.

Brzmi to strasznie i dla mnie samej, nierealnie.
Ale ja tak to odczuwam.









Bo to co robię to moja wariacja, to co siedzi mi w głowie. Nie wzoruję się na nikim, najzwyczajniej w świecie ćwiczę, próbuję, eksperymentuję. Chodzę z aparatem i pstrykam.
Tylko pstrykam.

Wychodzi albo nie wychodzi. Małe zwycięstwo albo nauka na przyszłość.
Nic nie jest przypadkiem. Nic nie dzieje się bez celu.

Wszystkie zdjęcia, które oglądacie to moje upadki i wzloty. To, co mam w głowie i to, co widzę przez wizjer aparatu. Nie piszę historii zdjęć, ona sama tworzy się w moim sercu i we mnie.
Często to modelki wpisują mnie do planu wydarzeń swojej własnej opowieści, swoich emocji i przeżyć.



Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy,
Dla mnie aparat jest kliszą duszy i niezmiernie mi miło, jeśli mówicie, że zdjęcia przekazują emocje, uczucia, historie.

A ja sobie dalej tylko pstrykam...






7 komentarzy:

  1. Ja lubię tę serie #about. Wogóle.. przemawiają do mnie wpisy w rodzaju , pamiętnika :) Każde jedno zdjęcie ma swoją historie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O to właśnie chyba chodzi w fotografi właśnie, żeby budować własną historie. Tak mi się wydaje. Pozdro i trzymaj tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię czytać to co piszesz, niektóre zdania zapadają w pamięć, tak samo jak zdjęcia, obie te formy są oryginalne i charakterystyczne. Widać w nich ciebie, przynajmniej ja widzę :D Uwielbiam cię! 👌💪

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chowam się po marginesach tych postów, ale jestem, jestem :*

      Usuń
  4. Wiesz co, trafiłam na Ciebie przez przypadek, chyba przez facebooka. Przejrzałam bloga, bardzo mi się spodobały Twoje zdjęcia, tak samo zresztą jak i blog. Patrząc na Twój avatar (ale też na poziom robienia zdjęć) dawałam Ci co najmniej dwudziestkę! Potem zapytałam Cię o wiek, rocznik 99, a wyglądasz dużo doroślej. Mało tego, piszesz bardzo dojrzale. Dla kogoś może bez ładu i składu, pojedyncze zdania, słowa.. ale ja to uwielbiam. Bardzo podoba mi się styl w jakim piszesz. Te posty z serii about są świetne. W każdym jednym zdaniu, słowie zawarta jest pewnego rodzaju magia, cząstka Twojej duszy. Wiesz, ja też dzięki blogowi bardziej akceptuje siebie, dodaje mi to trochę pewności siebie, ale też znika przeświadczenie o "dziwaku",bo też często się tak czułam. Niezrozumiana. A swoją frustrację wylewałam na papier (jakieś stare szkolne, pamiętnikowe bazgroły). Teraz, z biegiem czasu mam wrażenie, że moje myśli są bardziej jakieś oswojone, wszystko wskakuje na swoje miejsce i to jest fajne. Spotykam tutaj ludzi, którzy myślą podobnie, czują się podobnie. Ja się zmieniam i zmienia się mój blog. I to jest fantastyczne, życzę Ci z całego serducha tego samego! Zrozumienia od innych i akceptacji samej siebie. Czytając Twoje wpisy, oglądając zdjęcia widzi się, że jesteś ogromnie wartościową i wyjątkową osobą.
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam i własnym oczom nie wierzę, dziękuję Ci bardzo za takie słowa! Nawet moja mama twierdzi, że piszę jak dużo starsza osoba, ale nie sądziłam, że ktoś jeszcze to widzi :)

      Pozdrawiam również! :*

      Usuń