Włóczykij Kaczkowska: Obserwacje: "Stara dusza i wrzosowe koperty, czyli opowieść o odejściu..."

Obserwacje: "Stara dusza i wrzosowe koperty, czyli opowieść o odejściu..."




"Żyję w epoce wcześniej niż ta, w której żyję."

Fernando Pessoa








Nie było mnie tutaj już półtora tygodnia. Może nawet dwa.
Zastanawiam się czy ktoś tęskni.
Czy ktokolwiek tęskniłby, gdybym odeszła.

Przychodzi taki czas, że człowiek zbiera się na post o własnych refleksjach.
Przez dwa miesiące chodzi, myśli, odczuwa i nie wychodzi z tego nic, co ubrałoby w słowa cały twórczy bałagan.

Chciałabym napisać, że jestem chodzącą kulką motywacji, ale tak nie jest.
Albo inaczej.
Jestem nią dla innych, ale nie dla samej siebie.










Moja stara dusza wychodzi na jaw i pustoszy mury, które budowałam przez kilkanaście lat swojego życia.
Zapytacie kim to znowu jestem. Był już Włóczykij, nieoswojony zwierz.
Okazało się też, że czasem jestem poetką, blogerką, makijażystką, dziennikarzem i fotografem.

Przede wszystkim jestem starą duszą.



To stwierdzenie padło po raz pierwszy z ust M, mojej listownej duszyczki, z którą od kilku miesięcy wymieniamy się wrzosowymi kopertami.

Ta oto bratnia dusza uświadamia mi, że to dobrze być innym.
Dojrzalszym. Bardziej doświadczonym. Poranionym. Popieprzonym.
Dobrze być staroświeckim.
Dobrze być starą duszą.


Ponoć od zawsze byłam poważniejsza, bardziej zamyślona i skupiona, nawet jako dziecko.
Myślałam, że "coś jest ze mną nie tak", maskowałam to jak najbardziej się dało.
Budowałam mury.



Od czasu, kiedy sięgnęłam po aparat, zaczęłam pisać serię #about, listy... zaczynam to akceptować.
Nawet te pytania "gdzie chodzisz na studia?" i "na prawdę 99' to twój rocznik?" mnie nie martwią.
Wręcz miło mi, kiedy je słyszę.
Może urodziłam się o 50/100 lat za późno.
Może jestem dziwna z tymi swoimi listami, świeczkami, minimalizmem, odpowiedzialnością i wrażliwością. Może.

Dobrze mi z tym.
Po raz pierwszy w życiu.








Ale Kaczkowska jest kontrastem w każdym aspekcie życia.

Chodzę do klasy o profilu humanistycznym a w pierwszym roku miałam jedne z najlepszych ocen z matematyki. I nawet ją rozumiem.
Jestem nadwrażliwcem, ale potrafię być bardzo nieczuła.
Dobrze radzę sobie na scenie czy w prezentacji przed większą publiką a jestem bardzo nieśmiała.



Właśnie przyszedł czas zawahania. Załamania.
Pisałam kiedyś, że doły są coraz większe, proporcjonalnie do poziomu robionych zdjęć.

Oficjalnie robię sobie fotograficzną przerwę.
Nie wiem na jak długo.
Z bloga chyba nie zrezygnuję całkowicie.

Tym razem jest inaczej.
Nie porównuję się z nikim, nie mam parcia "bo XYZ robi lepsze zdjęcia ode mnie, patrz ile ma lajków". Facebook'owe kciuki w górę nie mają znaczenia.
Żadna skala nie określi twórczości z serca człowieka.

Tym razem chcę dojść do ładu ze sobą. Chcę pisać historie, tworzyć "z duszy".
Chcę nauczyć się własnego serca, stylu, własnych kolorów.
Muszę zbudować trwałe fundamenty i rozwinąć swoją starość.

Muszę odnaleźć swoją własną drogę.



Liście opadły już niemalże z drzew.
To najpiękniejsza pora, żeby odejść.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz