Włóczykij Kaczkowska: Historie: "Skrawki papieru z kalendarza 2016..."

Historie: "Skrawki papieru z kalendarza 2016..."





"Ale dosyć już o mnie.
Mów jak Ty się czujesz
z moim bólem - jak boli
Ciebie Twój człowiek..."

Stanisław Barańczak









Wczoraj sprzątałam swój pokój. W praktyce wyglądało to oczywiście jak przemeblowanie albo przeprowadzka, czyli typowo dla mnie.

Znalazłam kilkuletnie zimne ognie i nie mogłam ich nie wykorzystać do zdjęć (tak, wiem, że miałam już zdjęć nie robić).
Śmierdziały jakby miały ze sto lat a jestem prawie pewna, że kupowałam je dwa lata temu. Chociaż w sumie...




No, ale do sedna sprawy.

2016 rok już niemalże za nami. Zostało tylko kilka dni błogiej sielanki, potem święta i Nowy Rok.
Pomyłka, Wigilia już jutro, więc jeszcze mniej czasu na podsumowania.

Blog rozwinął się w tym roku bardzo mocno. Czuję coraz większe zainteresowanie moimi twórczymi "wypocinami".
"Poetycka czkawka" zdobyła kilku czytelników, a przede wszystkim, pozwala mi wyrażać siebie.
Trochę mi ten artystyczny klimat zepsuł wyczucie stylistyki w pisaniu rozprawek, ale przynajmniej jestem sobą.
Myślicie, że zdam maturę na byciu sobą? Ah, te żarciki!

Wciąż dużo piszę, do (tak zwanej) szuflady i dobrze mi z tym, jak nigdy dotąd.





Fotograficznie stworzyłam 15 sesji, jeden lookbook dla odzieżowej marki dziecięcej (klik!), 4 chrzty oraz kilka telewizyjnych zleceń.
A no właśnie, w styczniu dołączyłam do młodzieżowej telewizji KSM TV, gdzie robię zdjęcia i czasem piszę artykuły.
Wiem, że jej członkowie to czytają, także ten... będzie siara. 

Opublikowałam też 9 historii #about. Pierwsza z nich została napisana w marcu.


Zdarzył się pierwszy plagiat mojego bloga. Zmienił już swoje tory działania i sprawa zakończona. Osobiście uważam, że plagiatowanie mojego (pseudo) stylu to bardzo nierozważna opcja, wiecie.... dużo błędów i ubóstwo językowe. 
Mur. Beton. Kafelki.




Dziękuję pięknie wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że w tym momencie tutaj stoję.
Rozmowy oraz listy bardzo doceniam, podobnie jak każdą udzieloną pomoc i wsparcie.
Okazuje się, że można odzyskać wiarę w ludzi, trzeba tylko dobrze szukać.

Włóczykij miał w tym roku odwagę, żeby być sobą. Spotkał też bratnie duszyczki z listów i naoglądał się trochę zachodów słońca.


Koniec tej suchej gadaniny.
Teraz czas na moje ulubione ujęcia 2016 roku.













Miałam obiecać, że teraz będzie regularnie i ambitnie, ale nie będę oszukiwać.
Może być różnie, zmiennie, melancholijnie. 
Może nie być żartów, może nie być wpisów przez miesiąc a potem nagle ukażą się trzy pod rząd.
Tak to już ze mną jest.

Nie planuję kolejnego roku bo nie wiem co się wydarzy.
Ufam Reżyserowi bo nie zawodzi co do spontaniczności wszystkiego wokół. Nigdy.



Na pewno spełnię swoje małe marzenie i będę spędzać urodziny siedząc na tyłku z kubkiem kawy.
(Zaraz po tym jak wrócę z jazdy i wewnętrznego egzaminu, instruktor pokrzyżował mi poranne plany).
Jeśli ktoś wpadnie to będzie miło. Jak nikt nie wpadnie to trudno.
Tak czy siak będę najszczęśliwszą solenizantką w promieniu kilkunastu kilometrów.
A co.


Mam też marzenie trochę sobie nazmyślać artykułów, wrócić do pisania poezji. Koniecznie.
Mam na to cały rok, obiecująca perspektywa.

Jeśli ktoś chce spełnić moje marzenie ostatniego czasu to mój Nikoś szuka nowego domu (klik!).
Ogłaszam to już chyba trzeci raz, ale bez tego rozstania nie ruszę do przodu.


No i listy oczywiście pisać, pisać, pisać.
Ktoś, kto mnie nazwał kiedyś hipsterem, pewnie się w tym momencie śmieje. Nie żeby stos winyli, stare książki i zdjęcia miały potęgować ten efekt. Nic z tych rzeczy.
 Pozdrawiam najserdeczniej.



W ogóle wszystkich czytających pozdrawiam, chociaż pojęcia nie mam skąd tu tyle wyświetleń.
No i nie wiem kto tak na prawdę to lubi. Serio.








O mały włos bym zapomniała!


Blog i fanpage zmieniły nazwę. Oficjalnie jestem Włóczykijem Kaczkowską, która na Facebooku podpisuje się własnym nazwiskiem.
Pstrykam sobie zdjęcia, piszę, tworzę i udaję, że wiem co robię.

Jeśli się zastanawiacie co z fotografią to niedługo rozwiążę zagadkę.
Moi znajomi bardzo się martwią, co to się ze mną dzieje, ale spokojnie. Nie ma czym.



Na blogu hierarchia wygląda następująco (przynajmniej na ten moment):

#about - artykuły o wszystkim i o niczym
#photoshoots - sesje zdjęciowe
#another - groch z kapustą, czyli to co zostało i nie ma kategorii.

Tak, mam fioła na punkcie dobrej organizacji.
Jeśli pojawi się jakaś nowa seria to wymyślę nazwę na bieżąco, ale niechaj wiodą prym te trzy, godne hasztagi.








Teraz już pozostaje mi tylko ostatnie "dziękuję".
Dla wszystkich, którzy byli ze mną. Dla wszystkich modelek. Dla wszystkich bratnich dusz. Dla wszystkich rozmówców i czytelników.


Podlinkuję jeszcze moich subiektywnych ulubieńców roku, ot tak. Bo mogę.
Poza artystyczną twórczością szczególnie wyróżniam ścięcie włosów, pofarbowanie ich na naturalny kolor z jasnego blondu i odkrycie naturalnych kosmetyków. Soł macz oridżinal.

Tego to nikt się pewnie nie spodziewał, co za zaskoczenie!
Teraz już koniec.
Wypatrujcie kolejnych wpisów za jakiś czas. Obiecuję, że wrócę. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz