Włóczykij Kaczkowska: 2017

#about "Szczere dialogi, subtelne uśmiechy"






"Uśmiechnął się wyrozumiale - więcej niż wyrozumiale. Był to jeden z tych rzadkich uśmiechów, dających pewność i otuchę na zawsze, uśmiech, który można spotkać w życiu cztery czy pięć razy. [...]
Było w nim akurat tyle zrozumienia, ile ci było potrzeba, i tyle wiary w ciebie, ile sam chciałbyś mieć [...]."

Francis Scott Fitzgerald - "Wielki Gatsby"







Letnie powietrze jak nigdy daje mi oddychać pełną piersią. Pierwszy raz od dłuższego czasu nie czuję alergii, niepokoju ani strachu, przed tym, co nadejdzie. Żaden specjalny dzień nie nadszedł, wszystko jest dokładnie takie jakim było wczoraj i dwa dni temu. Jestem tylko mniej zmęczona, a uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Ściskam w dłoni aparat, niebo jest bezchmurne, chodź przypuszczam, że niedługo zawita do nas świeży, letni deszcz. 
Odpoczynek po ostatniej walce o własne oceny i błogi zapach wakacji, które zapowiadają się wyjątkowo pracowicie (moja mama z przekonaniem mówi, że ja po prostu nie potrafię siedzieć cały czas w jednym miejscu).

Wydawać by się mogło, że trochę już znacie tego Włóczykija, jego klimat, upodobania. Ja mam natomiast małą przewagę, która pozwala mi publikować tu tylko i aż to, na co sama pozwalam. Wiecie trochę, chodź wciąż niewiele.

Żaden specjalny dzień, ale wzięło mnie na szczerość, wobec samej siebie. 
Lubię tę Gosię, która przez kilka ostatnich lat wydoroślała, chodź wciąż wiele w niej się jeszcze zmieni, to pewne. Listy przychodzą coraz częściej, wprost proporcjonalnie do powiadomień z Facebook'a. Tak jest dobrze, lekko staroświecko, ale bardzo w moim stylu. Wewnętrzna melancholia przeplata się z subtelną radością, która została mi dana od Tego z Góry (też tak macie, że po spowiedzi wraca Wam radość i spokój?). 
Swoją drogą, tęsknię do polskich gór, które mam nadzieję już niedługo odwiedzić.





Uwielbiam rozmawiać, długo i szczerze. Dialogi to dla mnie podstawa dobrej relacji, chodź Reżyser układa wszystko lepiej ode mnie. Postawił już na mojej drodze poznaną przez internet przyjaciółkę i wspomniane wyżej listy a na prawdę trudno obdarzać mi innych zaufaniem.
Zwykle nie zaczynam rozmowy pierwsza. W grupie bardzo się krępuję i moja nieśmiałość wychodzi na pierwszy plan, chyba że znam dany krąg wyjątkowo długo. Nie walczę z nią bo wiem, że to właśnie moja natura, której nie uda mi się nigdy diametralnie zmienić. Potrzebuję po prostu więcej czasu na wyczucie klimatu danej chwili, więc pierwsze spotkania bywają bardzo nieśmiałe w moim wykonaniu. Byłam jednym z najmniej otwartych dzieci w rodzinie i tak mi zostało. Włóczykij, cóż zrobić.
Wciąż nie wiem, skąd u mnie tyle adrenaliny na sesjach, że potrafię rozluźnić atmosferę pomiędzy fotografem a modelem/modelką. 


Uwielbiam pisać, daje mi to możliwość pozbierania swoich myśli. Są wątpliwości oraz zwątpienia, ale przecież właśnie od dołu najlepiej jest się odbić (zabrzmiało jak z poradnika kołczingu).
Inspirują mnie ludzie, pisząc ten post przywołuję chociażby sytuacje, w których brakło mi odwagi, żeby się odezwać czy coś powiedzieć. Często słyszę, że projekt #prawdziwatwarz, publikowanie wierszy to była odwaga z mojej strony, ale wciąż nie rozstrzygnęłam czy to na pewno prawda.
Wymieniam się uśmiechami i spojrzeniami, piszę historię, łapię chwile. Nie jestem samotna i nie jest to zależne od bycia w związku, ale dobrego samopoczucia z samą sobą, Reżyserem, rodziną, innymi ludźmi.










Teraz sedno sprawy, do której wprowadzenie czytaliście już wyżej. Jednocześnie jest to moment, w którym chwilowo zawieszam serię #about. Będę ją pisać, ale wróci najprawdopodobniej bliżej jesieni bo to moja pora, mój czas. Teraz króluje u mnie praca nad sesjami zdjęciowymi.

Piszę to z trochę dla samej siebie, ale skoro więcej tu ludzi podobnych do Włóczykija, niech więc zacznę coś nowego.
Ciekawość pisania tych tradycyjnych listów zbiera coraz większe plony wśród bliskich mi znajomych, więc jeśli masz ochotę napisać mi kartkę, wymienić myśli czy lepiej się poznać, daję Ci taką możliwość, nawet jeśli się nie znamy lub znamy się słabo 
(nie byłam jeszcze w wielu polskich miastach, więc pocztówki przyjmę z radością).

Wyślij mi email, wymienimy się adresami pocztowym lub po prostu porozmawiamy wirtualnie i niech reszta toczy się sama. W każdej chwili możesz to przerwać, nie ma ograniczenia w płci czy w tym, że już się poznaliśmy na żywo (chodź na prawdę wierzę, że mam do czynienia ze świadomymi ludźmi, taki subtelny warunek).

W tytule wpisując "Dialogi" na adres error.kaczkowska@gmail.com .


Robię to z premedytacją i nadzieją, że odnalezienie wspaniałych ludzi to tylko kwestia odpowiedniego impulsu do działania.
Możecie mnie zainspirować, wcale a wcale się z tego powodu nie obrażę!
Miłego dnia dla Was, Wędrowcy.


Niech będzie pięknie.



Włóczykij Kaczkowska.






PS Pierwsze zdjęcie jest jeszcze z jesieni, stąd te jaśniejsze włosy i kurtka.

#another "Skrawki świata Włóczykija Kaczkowskiej" - fotoksiążka SaalDigital







Krótkim słowem wstępu - dzisiaj coś, czego pewnie się po mnie nie spodziewacie. Włóczykij Kaczkowska w roli recenzentki to nieczęsty widok, szczególnie tutaj na blogu (w świecie rzeczywistym zwykle polecam dobre kawiarnie i kosmetyki, od czasu do czasu też jakiś sprzęt, także recenzje ustne można usłyszeć po uprzednim zapytaniu).
Jest okazja, poznajcie mój mały zbiór fotograficznych historii.


Od jakiegoś czasu na blogach moich znajomych fotografów krążyły recenzje fotoksiążek od SaalDigital. Początkowo nie byłam tym faktem zainteresowana, dopiero kiedy moja kuzynka oznaczyła mnie na Facebook'u w ich reklamowym poście, postanowiłam zagłębić temat (dziękuję Joanno!).

Wypełniłam formularz zgłoszenia do recenzji i czekałam. Kilka dni później został on zaakceptowany a ja mogłam poddać się wodzy własnej kreatywności, układając zdjęcia w aplikacji firmy. Postawiłam na format 19x19, składający się łącznie z 34 stron i prostej, białej okładki z napisem Włóczykij Kaczkowska (wiadomo) oraz dopiskiem 2015/2017, który oznacza czas powstawania prac.
Tylna okładka na pierwszy rzut oka jest pusta, ale przy dolnej krawędzi znajduje się napis "Niech będzie pięknie..." znany już z mojego bloga.














Kolory zdjęć są odwzorowane idealnie, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona jakością gotowej książki, tak samo ostrością tekstu na początku fotograficznej opowieści (to wiersz "Szepty" (klik!)).
Kartki się nie sklejają a matowe wykończenie pozwala na zachowanie czystości, co chciałam dopilnować przy ciemnych stronach.
















Szukałam dobrej firmy do wywoływania zdjęć i czuję, że właśnie ją znalazłam, w szczególności w przypadku fotoksiążek. Dodatkowy plus za prostą obsługę oraz szybką realizację zamówienia, która dotarła do mnie kilka dni po wysłaniu projektu (to bardzo ułatwia pracę).

Jednym słowem, potwierdzam opinie zadowolonych fotografów i dołączam do ich pokaźnego już grona. Szczerze polecam.








PS Na powyższych zdjęciach widać tylko część wszystkich stron książki, co nie oznacza, że reszta mi się nie podoba. Broń Boże, całość jest piękna i będę na pewno w stanie pokazać ją zainteresowanym znajomym czy rodzinie. Jeśli ktoś z nich ma taką ochotę, będzie mógł osobiście przeglądnąć skrawki fotograficznego świata Włóczykija.

#prawdziwatwarz "Kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy?" - Gabriela Lisowska






"Prawdziwa elegancja jest w umyśle; 
jeśli ją masz, reszta z niej wypływa."

- Diana Vreeland









Gabriela, lat dwadzieścia dwa.

Studentka polonistyki-komparatystyki. Pracuje jako Social Media Manager, interesuje się modą, jest modelką na sesjach zdjęciowych, które publikuje na swojej stronie FoxArt.
To właśnie z nią kojarzy mi się zdanie "A Ty kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy?" przeczytane po raz pierwszy w opisie profilu na portalu MaxModels, kilka lat temu.

Znamy się ze szkoły, a właściwie naszej wsi, Jabłonicy Polskiej (odsyłam do Mapy Google, nie krępujcie się). Pamiętam ten dzień pierwszej wspólnej sesji, ustalonej wcześniej przez Ask.fm na fali mojego największego w życiu hejtu (co to były za gimnazjalne czasy). Nie miałam jeszcze lustrzanki, nie mogłam przełknąć nic od samego rana a zdjęcia powstawały około południa (kto to wiedział o jakiejś gold hour). Oczywiście wszystko gdzieś w wiejskich chaszczach albo na czyichś grządkach (zostało mi do tej pory to trawiaste zamiłowanie).
No ale pierwszej poważnej sesji się nie zapomina, nie?

A teraz trochę informacji o Gabi, pochodzących z jej strony na Facebook'u.


G.

"FoxArta założyłam w sierpniu 2014 roku i przez ponad dwa lata służył wyłącznie publikowaniu efektów sesji zdjęciowych. Początkowo dominowały zdjęcia typu fashion, a po odejściu z agencji, pod wpływem studiów polonistycznych i zainspirowana duchem Krakowa – miasta poetów, zaczęłam pozować do fotografii artystycznej. Dążyłam do tego, aby każda sesja z moim udziałem nawiązywała do literatury/sztuki albo tworzyła własną, odrębną opowieść. Sytuacja zmieniła się rok temu.
Dokładnie rok temu postanowiłam opublikować pierwszy tekst, który przysporzył mi trochę fejmu, ale wywołał też niemało kontrowersji:
Jednym się spodobał, innym nie, ale ponieważ przeczytało go ponad 6 tysięcy osób i wywołał tyle różnych emocji, to zaczęłam pisać coraz częściej - o samoakceptacji, relacjach, drogach do sukcesu, o wkurzających mnie modach wśród katolickich niewiast. Z czasem zaczęłam ubolewać coraz bardziej, dawać złote rady i, co gorsza, usiłowałam zmienić na „lepsze” (tj. po mojemu) cały świat. I mimo że czytelników było coraz więcej, postanowiłam dać sobie z tym spokój.
W międzyczasie dołączyłam do Allin. Fashion, przez co ponownie obracam się w klimatach współczesnej mody awangardowej i tzw. high fashion. Paradoksalnie w tym samym czasie narobiłam sobie trochę fejmu (xD) na wszelkiej maści grupach damowo/retro/kobieco-sukienkowych, dzięki czemu zaczęłam współpracować z markami odzieżowymi o takim charakterze. Co więcej, za pośrednictwem FoxArta poznałam Rafała z Hartwork, gdzie objęłam stanowisko social media managera.
Ponieważ ze względu na te wszystkie nowe doświadczenia na stronie zrobił się groch z kapustą, zaczęłam poważnie zastanawiać się nad jej dalszą misją. Myślałam nawet o założeniu bloga, ale uznałam, że kij z nim: jeśli to co napiszę będzie warte przeczytania, i tak to tutaj przeczytacie, mimo że Cukierberg zabrał wszystkie zasięgi. A jeśli będzie słabizna, to żadne czarujące domeny com/pl w tym nie pomogą."

Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej bohaterki "Prawdziwej Twarzy".

Totalnie bez retuszu, bez filtrów, upiększaczy. Z bzem w ręku, uśmiechem, w ciuchach "po domu" (z tego miejsca dziękujemy mamie i siostrom Gabrysi), cieniami pod oczami, kilkoma pryszczami i bez ulubionej czerwonej szminki.

Wiecie, bo cała idea projektu polega na tym, że każda i każdy z nas jest cholernie piękny, wartościowy, super, ekstra zarówno bez makijażu jak i z jego pomocą.
Ideałów nie ma, nawet jeśli na pozór tak się wydaje. Nawet, kiedy profil na Instagram'ie obserwują tysiące ludzi a marki przysyłają super paczki w prezencie. Nawet, kiedy masz super robotę, faceta i grono znajomych nie jesteś ideałem. Ani ja też nim nie jestem. Nikt nie jest.



"Mili Państwo, nie ma ideałów. A jeśli mnie lubicie, to strasznie Was proszę, lubcie dalej. Ale nie dlatego, że jestem ideałem (bom nie jest), a co najwyżej za to, że się na taki umiem zrobić i dołożę wszelkich starań, abyście i Wy, drogie Panie, mogły poczuć się najlepszymi wersjami samych siebie.
Ostatnio tyle osób tu zagląda i dostaję od Was tyle miłych komentarzy, że boję się, że jak tak dalej pójdzie, to mi sodówka uderzy do głowy! Z tego wszystkiego to aż zaczęłam chodzić w dni powszednie do kościoła, żeby zachować jakieś resztki pokory xD Na jak długo – nie wiem, ale bądźcie tu dalej!"

A ja, Włóczykij bardzo Was zachęcam do polubienia strony Gabrysi, gdzie będą się dziać niedługo same fajne rzeczy (no dobra, już się dzieją).
Zanim to zrobicie, poznajcie mój pokojo/studio/biuro/sypialnię, esencję włóczykijowskiego świata i centrum dowodzenia, w którym gościłam dzisiejszą bohaterkę! 
Zardzewiała mi dusza, więc zdjęcia są teraz bardziej vintage niż wcześniej, oby mi ta zmiana wyszła na dobre.













































Próbowałam zredukować ilość zdjęć, ale nie potrafię. Fakt, że nie wstawiłam wszystkich trzydziestu to dopiero sukces, który idę świętować dodatkową godziną snu.
Żartowałam, wracam do picia zaparzonej mięty i jedzenia muffinki bez cukru (ma w sobie natomiast trochę gorzkiej czekolady, orzechów i kawy). Wspominałam o nich wczoraj w artykule dla KSM TV, możecie zajrzeć, jeśli brakuje Wam mojego #about (klik!)


Często pytacie, jak łączę pisanie, sesje zdjęciowe ze szkołą i coraz bliższą maturą. A ja po prostu ich nie łączę. W szkolę jestem Gosią, na blogu Włóczykijem Kaczkowską z aparatem w ręku (to ta sama osoba, która nawet nie wie czy nauczyciele zdają sobie sprawę z jej twórczego trybu życia. Szczerze to mam nadzieję, że o nim nie wiedzą).
Doba ma wciąż tylko lekko ponad 20 godziny a mój organizm potrzebuje co najmniej 6 godzin snu, żeby prawidłowo funkcjonować. Nie zmienia to faktu, że świat się do tej pory nie zawalił z powodu średniej lekko ponad 4 zamiast paska na świadectwie. Priorytety przede wszystkim, co nie oznacza, że olewam szkołę (bo jej nie olewam).

Tymże przemiłym akcentem kończymy. Wybaczcie wszelkie błędy językowe/stylistyczne bo po kilku dniach obróbki i pisania trochę kleją mi się oczy.
Niedługo zapowiadają się ciekawe nowości a ja tylko przypominam, że projekt wciąż czeka na kolejne Prawdziwe Twarze.

Niech będzie pięknie.







Część pierwsza: #PrawdziwaTwarz "Włóczykij Kaczkowska" (klik!)

Część druga: #PrawdziwaTwarz "Górksie serce" - Marysia Dziadosz (klik!)





Wszystkie zdjęcia oraz teksty na blogu są chronione prawem autorskim.
Zakaz kopiowania oraz publikowania u siebie bez mojej zgody lub zgody uczestniczki projektu.

#photoshoot "May in her heart..." - Marysia Dziadosz


12 maja 2017







W poprzednim poście poznaliście kolejną Prawdziwą Twarz, którą została Marysia.
Dzisiaj druga część naszego wspólnego zwiedzania mojej wsi a dokładniej pewnego ogrodu, który widzieliście już na sesji z Angelą (klik!).

Klimat niecodzienny dla obiektywu Włóczykija, ale zauważam ostatnio w sobie dużą dozę kreatywności, która pozwala od czasu do czasu poeksperymentować z obróbką. Na pewno wpisuje się on w estetykę Marysi, więc nie pozostaje mi nic innego jak pokazać zdjęcia. Jak zawsze, wszystko przebiegło bardzo spontanicznie i szybko.

Poprzedni post powstał bez makijażu oraz retuszu, tutaj jednak jest już bardzo lekkie podkreślenie twarzy, oczywiście spod moich rąk (a raczej spod moich pędzli).


modelka: Maria Dziadosz 
zdjęcia oraz makijaż: Małgorzata Kaczkowska
(Włóczykijowski Fanpage - klik!)





































#prawdziwatwarz "Górskie serce" - Marysia Dziadosz






"Kto ją obdarzył taką delikatnością? 
Musi być jej bardzo nielekko."

- Edward Stachura








Druga część projektu "Prawdziwych Twarzy". Naturalnie piękni ludzie, serca i świat, odbijający się w ich oczach. O to chodzi od pierwszego zdania, wypowiedzianego nieco ponad miesiąc temu.

Poznajcie dzisiejszą bohaterkę.




Marysia, lat osiemnaście.

Kobieta w pełnym tego słowa znaczeniu, stara dusza i górski wędrowiec.
Siostra. Córka. Przyjaciółka. Druga połówka S.

Drobna postawą, serce kryje jednak bardzo waleczne, zatapiane często w przedwojennych wierszach Polskich poetów. Miłość zna jako siłę napędową bo jak kochać to prawdziwie i przy boku Najlepszego Ojca.
Marzenia owiewają myśli, podkręcają burzę kasztanowych loków. Styl klaruje się w stronę czegoś bardziej vintage, koniecznie z dodatkiem błękitu. Koperty przesyła kolorowe, ostatnio z przewagą liliowego. Uśmiecha się "od ucha do ucha" a jej niesforna fryzura podkreśla piękną, wrażliwą duszę, kontrastującą z żywą, energiczną naturą.
Skaz na twarzy niewiele, chodź urokiem młodości jest na pewno lekki trądzik. W sercu zaś gra muzyka, która powoli koi wszystko, co kiedyś bolało. O bólu jednak zbyt wiele nie będzie, chodzi w końcu o to ukryte piękno.
I góry.

Nasze drogi zeszły się w ubiegłym roku, chodź żadna z nas nie wie, kiedy dokładnie.
Pierwsze wymiany myśli na Instagramie, później przez Snapchat, aż do spontanicznej decyzji o rozpoczęciu listownej korespondencji, którą podjęłyśmy na Facebooku. Brzmi nierealnie, zwłaszcza, że obie jesteśmy raczej sceptycznie nastawione do internetowych znajomości.
Nierealna zbieżność dusz, tej Górskiej i tej Trawiastej w wirtualnej otchłani.










M.

W gimnazjum uważałam się za typowe brzydkie kaczątko - okulary, pryszcze, aparat na zębach. Nosiłam tylko czarne ubrania i bardzo często czułam się niewystarczająco dobra.
Minęło kilka lat, które nauczyły mnie pokory i miłości do samej siebie. Nie stałoby się to jednak bez pomocy i opieki właściwych ludzi na mojej drodze. Bóg również miał w tym ogromny udział.

Oto moja twarz - piwne oczy, które poszukują w otaczającym świecie dobra za pomocą korekcyjnych szkieł -3,75. Powoli znika z niej trądzik. Mam bliznę na żuchwie, która wciąż bardzo mi przeszkadza. Aparat ortodontyczny po kilku latach opuścił swoje miejsce.
Podejrzewam, że w przyszłości będę mieć zmarszczki przy ustach oraz obok powiek od nieustającego uśmiechu.


Nie ukrywam się, akceptuję moją twarz taką, jaką jest.

Chciałabym, aby moja dusza była prawdziwie piękna i trwał w niej wieczny maj
Samoakceptacja przyciąga dobrych ludzi, pomaga zawiązać wartościowe relacje. 

Obecnie czuję się wystarczająca, nie boję się być sobą.


























|   Oprawa dźwiękowa wybrana przez Marysię: Novo Amor "Carry You"   |








Jest coś, co muszę w tym momencie wyznać. Maria bardzo bała się publikacji.
Zdjęcia do Prawdziwej Twarzy wiele uwypuklają. Występująca postać musi się zmierzyć z widokiem swojej twarzy w bardzo nieidealnej odsłonie.
Osobiście myślałam, że to tylko mój problem, który wynikał z bardzo wyraźnego trądziku i rozsianych blizn. Jestem autorką tego bloga i projektu, więc potęgował to fakt wątpliwości, czy to aby dobrze postawiony krok.

Dla tak młodych osób jak ja i Marysia, obserwowanych przez znajomych to wymagające. Tym bardziej cieszę się, że spotkałyśmy się na ścieżce naszego życia i doszłyśmy do momentu, w którym podejmujemy ryzyko pokazania siebie tak na prawdę, bez maski.



Dziękuję Ci M., że zechciałaś być tego częścią i napisać wraz ze mną dalszy ciąg historii.

Wybaczcie to podobieństwo pomiędzy naszymi wpisami. Takie już jesteśmy.
Dzieli nas dwa dni w dacie urodzin, ale dusze mamy bardzo podobne.











Wszystkie zdjęcia oraz teksty na blogu są chronione prawem autorskim.
Zakaz kopiowania oraz publikowania u siebie bez mojej zgody.