Włóczykij Kaczkowska: maja 2017

#prawdziwatwarz "Kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy?" - Gabriela Lisowska






"Prawdziwa elegancja jest w umyśle; 
jeśli ją masz, reszta z niej wypływa."

- Diana Vreeland









Gabriela, lat dwadzieścia dwa.

Studentka polonistyki-komparatystyki. Pracuje jako Social Media Manager, interesuje się modą, jest modelką na sesjach zdjęciowych, które publikuje na swojej stronie FoxArt.
To właśnie z nią kojarzy mi się zdanie "A Ty kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy?" przeczytane po raz pierwszy w opisie profilu na portalu MaxModels, kilka lat temu.

Znamy się ze szkoły, a właściwie naszej wsi, Jabłonicy Polskiej (odsyłam do Mapy Google, nie krępujcie się). Pamiętam ten dzień pierwszej wspólnej sesji, ustalonej wcześniej przez Ask.fm na fali mojego największego w życiu hejtu (co to były za gimnazjalne czasy). Nie miałam jeszcze lustrzanki, nie mogłam przełknąć nic od samego rana a zdjęcia powstawały około południa (kto to wiedział o jakiejś gold hour). Oczywiście wszystko gdzieś w wiejskich chaszczach albo na czyichś grządkach (zostało mi do tej pory to trawiaste zamiłowanie).
No ale pierwszej poważnej sesji się nie zapomina, nie?

A teraz trochę informacji o Gabi, pochodzących z jej strony na Facebook'u.


G.

"FoxArta założyłam w sierpniu 2014 roku i przez ponad dwa lata służył wyłącznie publikowaniu efektów sesji zdjęciowych. Początkowo dominowały zdjęcia typu fashion, a po odejściu z agencji, pod wpływem studiów polonistycznych i zainspirowana duchem Krakowa – miasta poetów, zaczęłam pozować do fotografii artystycznej. Dążyłam do tego, aby każda sesja z moim udziałem nawiązywała do literatury/sztuki albo tworzyła własną, odrębną opowieść. Sytuacja zmieniła się rok temu.
Dokładnie rok temu postanowiłam opublikować pierwszy tekst, który przysporzył mi trochę fejmu, ale wywołał też niemało kontrowersji:
Jednym się spodobał, innym nie, ale ponieważ przeczytało go ponad 6 tysięcy osób i wywołał tyle różnych emocji, to zaczęłam pisać coraz częściej - o samoakceptacji, relacjach, drogach do sukcesu, o wkurzających mnie modach wśród katolickich niewiast. Z czasem zaczęłam ubolewać coraz bardziej, dawać złote rady i, co gorsza, usiłowałam zmienić na „lepsze” (tj. po mojemu) cały świat. I mimo że czytelników było coraz więcej, postanowiłam dać sobie z tym spokój.
W międzyczasie dołączyłam do Allin. Fashion, przez co ponownie obracam się w klimatach współczesnej mody awangardowej i tzw. high fashion. Paradoksalnie w tym samym czasie narobiłam sobie trochę fejmu (xD) na wszelkiej maści grupach damowo/retro/kobieco-sukienkowych, dzięki czemu zaczęłam współpracować z markami odzieżowymi o takim charakterze. Co więcej, za pośrednictwem FoxArta poznałam Rafała z Hartwork, gdzie objęłam stanowisko social media managera.
Ponieważ ze względu na te wszystkie nowe doświadczenia na stronie zrobił się groch z kapustą, zaczęłam poważnie zastanawiać się nad jej dalszą misją. Myślałam nawet o założeniu bloga, ale uznałam, że kij z nim: jeśli to co napiszę będzie warte przeczytania, i tak to tutaj przeczytacie, mimo że Cukierberg zabrał wszystkie zasięgi. A jeśli będzie słabizna, to żadne czarujące domeny com/pl w tym nie pomogą."

Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej bohaterki "Prawdziwej Twarzy".

Totalnie bez retuszu, bez filtrów, upiększaczy. Z bzem w ręku, uśmiechem, w ciuchach "po domu" (z tego miejsca dziękujemy mamie i siostrom Gabrysi), cieniami pod oczami, kilkoma pryszczami i bez ulubionej czerwonej szminki.

Wiecie, bo cała idea projektu polega na tym, że każda i każdy z nas jest cholernie piękny, wartościowy, super, ekstra zarówno bez makijażu jak i z jego pomocą.
Ideałów nie ma, nawet jeśli na pozór tak się wydaje. Nawet, kiedy profil na Instagram'ie obserwują tysiące ludzi a marki przysyłają super paczki w prezencie. Nawet, kiedy masz super robotę, faceta i grono znajomych nie jesteś ideałem. Ani ja też nim nie jestem. Nikt nie jest.



"Mili Państwo, nie ma ideałów. A jeśli mnie lubicie, to strasznie Was proszę, lubcie dalej. Ale nie dlatego, że jestem ideałem (bom nie jest), a co najwyżej za to, że się na taki umiem zrobić i dołożę wszelkich starań, abyście i Wy, drogie Panie, mogły poczuć się najlepszymi wersjami samych siebie.
Ostatnio tyle osób tu zagląda i dostaję od Was tyle miłych komentarzy, że boję się, że jak tak dalej pójdzie, to mi sodówka uderzy do głowy! Z tego wszystkiego to aż zaczęłam chodzić w dni powszednie do kościoła, żeby zachować jakieś resztki pokory xD Na jak długo – nie wiem, ale bądźcie tu dalej!"

A ja, Włóczykij bardzo Was zachęcam do polubienia strony Gabrysi, gdzie będą się dziać niedługo same fajne rzeczy (no dobra, już się dzieją).
Zanim to zrobicie, poznajcie mój pokojo/studio/biuro/sypialnię, esencję włóczykijowskiego świata i centrum dowodzenia, w którym gościłam dzisiejszą bohaterkę! 
Zardzewiała mi dusza, więc zdjęcia są teraz bardziej vintage niż wcześniej, oby mi ta zmiana wyszła na dobre.













































Próbowałam zredukować ilość zdjęć, ale nie potrafię. Fakt, że nie wstawiłam wszystkich trzydziestu to dopiero sukces, który idę świętować dodatkową godziną snu.
Żartowałam, wracam do picia zaparzonej mięty i jedzenia muffinki bez cukru (ma w sobie natomiast trochę gorzkiej czekolady, orzechów i kawy). Wspominałam o nich wczoraj w artykule dla KSM TV, możecie zajrzeć, jeśli brakuje Wam mojego #about (klik!)


Często pytacie, jak łączę pisanie, sesje zdjęciowe ze szkołą i coraz bliższą maturą. A ja po prostu ich nie łączę. W szkolę jestem Gosią, na blogu Włóczykijem Kaczkowską z aparatem w ręku (to ta sama osoba, która nawet nie wie czy nauczyciele zdają sobie sprawę z jej twórczego trybu życia. Szczerze to mam nadzieję, że o nim nie wiedzą).
Doba ma wciąż tylko lekko ponad 20 godziny a mój organizm potrzebuje co najmniej 6 godzin snu, żeby prawidłowo funkcjonować. Nie zmienia to faktu, że świat się do tej pory nie zawalił z powodu średniej lekko ponad 4 zamiast paska na świadectwie. Priorytety przede wszystkim, co nie oznacza, że olewam szkołę (bo jej nie olewam).

Tymże przemiłym akcentem kończymy. Wybaczcie wszelkie błędy językowe/stylistyczne bo po kilku dniach obróbki i pisania trochę kleją mi się oczy.
Niedługo zapowiadają się ciekawe nowości a ja tylko przypominam, że projekt wciąż czeka na kolejne Prawdziwe Twarze.

Niech będzie pięknie.







Część pierwsza: #PrawdziwaTwarz "Włóczykij Kaczkowska" (klik!)

Część druga: #PrawdziwaTwarz "Górksie serce" - Marysia Dziadosz (klik!)





Wszystkie zdjęcia oraz teksty na blogu są chronione prawem autorskim.
Zakaz kopiowania oraz publikowania u siebie bez mojej zgody lub zgody uczestniczki projektu.

#photoshoot "May in her heart..." - Marysia Dziadosz


12 maja 2017







W poprzednim poście poznaliście kolejną Prawdziwą Twarz, którą została Marysia.
Dzisiaj druga część naszego wspólnego zwiedzania mojej wsi a dokładniej pewnego ogrodu, który widzieliście już na sesji z Angelą (klik!).

Klimat niecodzienny dla obiektywu Włóczykija, ale zauważam ostatnio w sobie dużą dozę kreatywności, która pozwala od czasu do czasu poeksperymentować z obróbką. Na pewno wpisuje się on w estetykę Marysi, więc nie pozostaje mi nic innego jak pokazać zdjęcia. Jak zawsze, wszystko przebiegło bardzo spontanicznie i szybko.

Poprzedni post powstał bez makijażu oraz retuszu, tutaj jednak jest już bardzo lekkie podkreślenie twarzy, oczywiście spod moich rąk (a raczej spod moich pędzli).


modelka: Maria Dziadosz 
zdjęcia oraz makijaż: Małgorzata Kaczkowska
(Włóczykijowski Fanpage - klik!)





































#prawdziwatwarz "Górskie serce" - Marysia Dziadosz






"Kto ją obdarzył taką delikatnością? 
Musi być jej bardzo nielekko."

- Edward Stachura








Druga część projektu "Prawdziwych Twarzy". Naturalnie piękni ludzie, serca i świat, odbijający się w ich oczach. O to chodzi od pierwszego zdania, wypowiedzianego nieco ponad miesiąc temu.

Poznajcie dzisiejszą bohaterkę.




Marysia, lat osiemnaście.

Kobieta w pełnym tego słowa znaczeniu, stara dusza i górski wędrowiec.
Siostra. Córka. Przyjaciółka. Druga połówka S.

Drobna postawą, serce kryje jednak bardzo waleczne, zatapiane często w przedwojennych wierszach Polskich poetów. Miłość zna jako siłę napędową bo jak kochać to prawdziwie i przy boku Najlepszego Ojca.
Marzenia owiewają myśli, podkręcają burzę kasztanowych loków. Styl klaruje się w stronę czegoś bardziej vintage, koniecznie z dodatkiem błękitu. Koperty przesyła kolorowe, ostatnio z przewagą liliowego. Uśmiecha się "od ucha do ucha" a jej niesforna fryzura podkreśla piękną, wrażliwą duszę, kontrastującą z żywą, energiczną naturą.
Skaz na twarzy niewiele, chodź urokiem młodości jest na pewno lekki trądzik. W sercu zaś gra muzyka, która powoli koi wszystko, co kiedyś bolało. O bólu jednak zbyt wiele nie będzie, chodzi w końcu o to ukryte piękno.
I góry.

Nasze drogi zeszły się w ubiegłym roku, chodź żadna z nas nie wie, kiedy dokładnie.
Pierwsze wymiany myśli na Instagramie, później przez Snapchat, aż do spontanicznej decyzji o rozpoczęciu listownej korespondencji, którą podjęłyśmy na Facebooku. Brzmi nierealnie, zwłaszcza, że obie jesteśmy raczej sceptycznie nastawione do internetowych znajomości.
Nierealna zbieżność dusz, tej Górskiej i tej Trawiastej w wirtualnej otchłani.










M.

W gimnazjum uważałam się za typowe brzydkie kaczątko - okulary, pryszcze, aparat na zębach. Nosiłam tylko czarne ubrania i bardzo często czułam się niewystarczająco dobra.
Minęło kilka lat, które nauczyły mnie pokory i miłości do samej siebie. Nie stałoby się to jednak bez pomocy i opieki właściwych ludzi na mojej drodze. Bóg również miał w tym ogromny udział.

Oto moja twarz - piwne oczy, które poszukują w otaczającym świecie dobra za pomocą korekcyjnych szkieł -3,75. Powoli znika z niej trądzik. Mam bliznę na żuchwie, która wciąż bardzo mi przeszkadza. Aparat ortodontyczny po kilku latach opuścił swoje miejsce.
Podejrzewam, że w przyszłości będę mieć zmarszczki przy ustach oraz obok powiek od nieustającego uśmiechu.


Nie ukrywam się, akceptuję moją twarz taką, jaką jest.

Chciałabym, aby moja dusza była prawdziwie piękna i trwał w niej wieczny maj
Samoakceptacja przyciąga dobrych ludzi, pomaga zawiązać wartościowe relacje. 

Obecnie czuję się wystarczająca, nie boję się być sobą.


























|   Oprawa dźwiękowa wybrana przez Marysię: Novo Amor "Carry You"   |








Jest coś, co muszę w tym momencie wyznać. Maria bardzo bała się publikacji.
Zdjęcia do Prawdziwej Twarzy wiele uwypuklają. Występująca postać musi się zmierzyć z widokiem swojej twarzy w bardzo nieidealnej odsłonie.
Osobiście myślałam, że to tylko mój problem, który wynikał z bardzo wyraźnego trądziku i rozsianych blizn. Jestem autorką tego bloga i projektu, więc potęgował to fakt wątpliwości, czy to aby dobrze postawiony krok.

Dla tak młodych osób jak ja i Marysia, obserwowanych przez znajomych to wymagające. Tym bardziej cieszę się, że spotkałyśmy się na ścieżce naszego życia i doszłyśmy do momentu, w którym podejmujemy ryzyko pokazania siebie tak na prawdę, bez maski.



Dziękuję Ci M., że zechciałaś być tego częścią i napisać wraz ze mną dalszy ciąg historii.

Wybaczcie to podobieństwo pomiędzy naszymi wpisami. Takie już jesteśmy.
Dzieli nas dwa dni w dacie urodzin, ale dusze mamy bardzo podobne.











Wszystkie zdjęcia oraz teksty na blogu są chronione prawem autorskim.
Zakaz kopiowania oraz publikowania u siebie bez mojej zgody.

#photoshoot "Nature in the city..." - Paulina Waląg


8 maja 2017






Początek maja, temperatura sięga 10 stopni Celcjusza. Mocny wiatr, umiarkowane opady deszczu. Słońca jak nie było, tak nie ma.
Nie miałyśmy z Pauliną idealnej pogody na zdjęcia, lokalizacja okazała się brzydsza niż wcześniej a Włóczykij zapomniał spakować kosmetyczki z pędzlami (autobus o 6 nie sprzyja niczemu), co zaowocowało minimalnym makijażem na sesji.

Wspominałam niedawno o determinacji, która nie opuszczała nas ani na moment. Paulina w letnich ciuchach spisała się na medal, ja starałam się jak tylko mogłam nie pogorszyć stanu kolana a właściwie obu kolan (wspominałam o tym na Facebook'u przed długim weekendem majowym).
Osobiście uważam, że ta prostota zdjęć bardzo nam służy. Uwielbiam Paulinę przed moim obiektywem i jeszcze nigdy się nie zawiodłam na jej wyczuciu, umiejętnościach radzenia sobie w każdej sytuacji. Co tu dużo mówić, niech zdjęcia wyrażają się same!

Sesja została podzielona na dwa działy "City" oraz "Nature". Ich obróbka była dla mnie ogromną przyjemnością, chodź wybieranie tych kilkudziesięciu idealnych ujęć było bardzo trudne. Pomimo, że nie widać na nich deszczu oraz wiatru, musicie mi wierzyć, że warunki do tak delikatnych stylizacji były bardzo niesprzyjające!

Dzięki Paula za kolejną niezapomnianą współpracę, oby jeszcze więcej kadrów przed nami :)



modelka: Paulina Waląg
(blog Pauliny - klik!)

zdjęcia: Małgorzata Kaczkowska
(Włóczykijowski Fanpage - klik!)







Część Pierwsza "City"



























Część Druga "Nature"




























Nasze wcześniejsze sesje:

czerwiec 2016: "Queen of the Jungle"

sierpień 2016: "Roller skates"






Wszystkie zdjęcia oraz teksty na blogu są chronione prawem autorskim.
Zakaz kopiowania oraz publikowania u siebie bez mojej zgody.