Włóczykij Kaczkowska: Historie: "jak stałam się Włóczykijem Kaczkowską?"

Historie: "jak stałam się Włóczykijem Kaczkowską?"






Zastanawiałeś się czasem nad tym, skąd wziął się mój pseudonim "Włóczykij"?
No bo wiadomo, "Kaczkowska" to moje nazwisko, nic odkrywczego.
Ja się zastanawiałam, przyznam Ci szczerze. I nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie. To nie takie łatwe do wyjaśnienia, przynajmniej na tym etapie, na którym mnie obecnie znasz, rozumiesz?

Mam wady, Ty też masz wady, ale jakbyśmy mówili tylko o negatywach to świat byłby nieszczęśliwy. Zostawiam kilka subiektywnych faktów i opowieści, żeby w miarę jasno wyjaśnić, skąd wziął się Włóczykij Kaczkowska.


Ścieżka dźwiękowa wpisu, czyli czego słuchałam pisząc.
Parson James - "Stole The Show"
Zaczynajmy.





"Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę.
Taki wymarsz jest zawsze nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść."


Kiedy ostatnim razem wróciłam z Krakowa do mojej rodzinnej miejscowości, mama zapytała, skąd mam tyle energii, która nie zamykała mi ust. 
Tak to już ze mną jest - w czasie podróży jestem wykończona siedzeniem w autobusie, skwarem ulic, ale jednocześnie ładuję wewnętrzne akumulatory na maksimum. Tyram torbę z aparatem, wracam padnięta i siadam przed komputer, ale mam taki uśmiech na widok efektów, które wynagradzają każdą niedogodność, każdy odcisk.

Jasne, czasem narzekam, jak każdy człowiek. Ale staram się doceniać te błyski światła, bańki mydlane na krakowskim rynku, tych inspirujących ludzi i każdy kadr na moim telefonie. Kocham Polskę za te piękne zakamarki. Mam nawet marzenie, żeby zwiedzić nasz kraj, a dopiero później wychwalać państwa poza granicami. Swego nie znacie, cudze chwalicie czy jak to tam szło.

Dodatkowa ciekawostka:
potrafię się bardzo dobrze pakować. Zwykle mam ze sobą małą torbę sportową i naprawdę wiele razy słyszałam już z ust znajomych, że chyba zwariowałam z tak małym bagażem. Może to zasługa mojej mamy, która nauczyła mnie organizacji, może zamiłowania do minimalizmu, ale jeśli można to podpiąć pod włóczykijską cechę, niech będzie.
Lubię się pakować i lubię organizować przestrzeń.








"Włóczykij szedł drobnym, spokojnym krokiem przez gęsty las. Zaczęło padać. 
Deszcz kropił na jego zielony kapelusz i na płaszcz nieprzemakalny, który też był zielony, szemrał i pluskał ze wszystkich stron, a las otaczał go łagodną, cudowną samotnością."


Cisza. Spokój. Las.
Zabrzmiało melancholijnie?

Jestem zwolennikiem spontaniczności, ale naturę mam raczej spokojną. Ekspresyjną, ale spokojną, nawet kiedy przy bliskich moja mimika wyjątkowo wyraża słowa, niejednokrotnie rozśmieszając towarzystwo. Zalążki aktorstwa, które wychodzą, kiedy przestaję się spinać.

A tak, dużo przeżywam i czasem jestem spięta. Pewnie dlatego długo zajmuje mi przystosowanie się do otoczenia, nie mówiąc już o trzęsących się dłoniach, ale możemy sobie wmówić, że to brak magnezu. Ogólnie rzecz biorąc, potrzebuję czasu, którego często nie dostaję bo żyjemy w biegu. 
Fast fashion, fast food'y, sam rozumiesz.

Nie jestem introwertykiem. Ani ekstrawertykiem. Wrażliwcem owszem, Włóczykijem również.
Bo się włóczę, bo lubię spędzać czas przy naturze. Często gapię się na światła i cienie padające na parkiet mojego małego królestwa czterech ścian. Oglądam niebo, zachody słońca, którymi sporadycznie dzielę się na Instagramie czy Twitterze. 
Lubię las, góry, morze, chodź woda budzi moją nieufność. Swoją wioskę też lubię, a raczej jej ukształtowanie i przyrodę bo jest piękna, a ja mam widok z okna na codzienne zachody słońca.
Lubię zatrzymać się w lesie, kiedy pada spokojny, umiarkowany deszcz.

Jesień to moja pora.








"Są tacy, co zostają w domu, i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było.
Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jeszcze czas, i w żadnym razie nie rozmyślić się."


Zaczęło się od pseudonimu SilverVege, który służył mi jako pisarce bloga z opowiadaniem. Potem Photography by SilverVege, następnie Małgorzata Kaczkowska Photography.

Możesz mi wierzyć albo nie, ale nie lubię iść wydeptaną ścieżką. 
Jako dziecko zmieniałam charakter pisma kilka razy, widząc jak koleżanki z klasy zaczynają oddzielać litery w podobny sposób, co ja.
Ostatnio zmieniłam nawet #about na Obserwacje, #another na Historie, #letter na Listy, a #photoshoot na Kadry, z uwagi na kopię, która powstała na blogu mojej znajomej
(kibicuję Ci, Moja Droga i wierzę, że znajdziesz swój własny świat, od początku do końca Twój).


Możesz to uznać za perfekcjonizm, ale to raczej nie to. Bardziej mój osobisty indywidualizm, jeśli coś takiego w ogóle istnieje. Szukanie własnej drogi. Bezustanne obserwacje.

Więc, nie chcąc być kolejnym Photography na Facebook'u zostałam Włóczykijem Kaczkowską. Myślę, że to porównanie wyjątkowo mi pasuje, jest niejako częścią mojej natury.
Nie wiem, czy czytałeś Muminki, ale to coś więcej, niż tylko bajka dla dzieci.

Ot, cała esencja tej historii.


Dodam jeszcze, że nie wspomniałam tu o samotności.
Jest źle rozumiana, często bardzo negatywnie, a osobiście uważam, że potrafi kształcić i lubię spędzać czas od czasu do czasu tylko ze samą sobą. Lepiej się poznaję, ale samotna nie jestem i nie tkwię w stanie destrukcyjnej samotności (staram się). Mam rodzinę, znajomych i kilkoro przyjaciół. Jest Bóg - Reżyser i mój Anioł Stróż, nawet w chwilach moich wątpliwości.
Samotność w pozytywnym poznawaniu siebie jest wspaniała, staram się tak ją rozumieć i nie zagłuszyć swojego umysłu wiecznym szumem świata.

Potrafię być bardzo melancholijna i potrafię siedzieć w skupieniu, analizując jakąś sytuację, często nie zdając sobie sprawy z własnej mimiki (wspominałam o niej). Może stąd sporadyczne wnioski, że jestem smutna.








"Kroki oddaliły się powoli i znów było cicho, tylko deszcz uderzał o brezent.
Ostatni dom stał całkiem samotnie pod ciemnozieloną ścianą świerkowego lasu i tu naprawdę zaczynało się pustkowie. Włóczykij szedł szybciej, prosto w stronę lasu. Wtedy w ostatnim domu ktoś uchylił drzwi i bardzo stary głos zawołał:

-Dokąd idziesz?
-Nie wiem - odpowiedział Włóczykij.

Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy."


Poszerzam optykę, spoglądam na horyzont.
Nie wiem, gdzie będę za rok, ani nawet za miesiąc. Mam pewne plany, nadzieje i cele, ale jeśli pozwolisz zachowam je w swoim serduchu.
Idę. Czuję, że za zakrętem czeka na mnie coś nowego.

Niech będzie pięknie.





Cytaty są fragmentami książki "Dolina Muminków w listopadzie", mojej ulubionej części serii o Muminkach autorstwa Tove Jansson.

Na zdjęciach Włóczykij we własnej osobie oraz niemniej włóczykijska walizka. 


Podpisano,
Włóczykij Kaczkowska.


6 komentarzy:

  1. Miło dowiedzieć się więcej :) Kibicuję, żeby cele się spełniły :) Niech będzie pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden z piękniejszych wpisów "niezdjęciowych" - uwielbiam, you know.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisane! Tak jak zawsze zresztą. Momentami, czułam się trochę jakbym czytała o sobie :)
    I jeszcze te piękne cytaty <3 sama mam zapisanych kilka z "Muminków".
    Włóczykij fajnie do Ciebie pasuje, do tych lekkich wpisów, które jednak dają do myślenia. Zawsze kiedy czytam Twojego bloga to widzę właśnie jesień i światłocienie. Bardzo mi się to już z Tobą kojarzy. Stworzyłaś tutaj fajny kawałek swojego świata. Oby tak dalej! Życzę Ci powodzenia, by ten blog i Twoja działalność trwały jak najdłużej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Madziu!
      Miło mi, że również dostrzegasz ten mój włóczykijowski klimat!

      Usuń