List chrześcijański.




"czy myślałeś, że jestem miastem
wystarczająco dużym na weekendową wycieczkę
jestem miasteczkiem na jego peryferiach
o którym nigdy nie słyszałeś
[...]
nie jestem pokojem hotelowym jestem domem"

- Rupi Kaur






Wiesz, dlaczego nią jestem?
Upadającą, popełniająca błędy, nieidealną aż do szpiku. Momentami zdenerwowaną, w pogoni za perfekcją, która nie istnieje. Tą dziewczyną, w zadumie, szczęściu, płaczu i radości. Tą, która docieka, poznaje, próbuje, błądzi, zawraca.
Wiesz dlaczego jestem katoliczką?

Bo jestem słaba. Poobijana.
Bo bez Boga nie mam w sercu pokoju. Bo On jedyny prawdziwie leczy, podnosi. Bo tylko On kocha tak, że płaczę ze szczęścia. Bo tylko On JEST, nawet kiedy sama siebie nie znajduję w codziennym biegu. Jest tam, gdzie nie widać drogi, a świat mówi, żeby zawracać. Jest też tam, w tamtym bólu, w tym złamanym sercu i w uścisku tego przyjaciela. Jest w dobroci gestów i przy wyciąganiu wniosków z każdego błędu.
Jestem katoliczką bo sama nie potrafię sobie wybaczać.

Nie znam Twojej historii. Mojej też nie znasz. Ale jeśli jest ktoś, coś, cokolwiek, co daje mi światło w najciemniejszym tunelu to jest to Bóg. Ojciec. Reżyser.

Jestem katoliczką pomimo i wbrew. Bez powodu. Bo tak to czuję.
Chcę nią być. Nie chcę o tym zapomnieć.






Ulica w stolicy. Idę. Staję, czekam. Godzina 22.16 pod Pałacem Kultury. Ludzie.
Nie patrzę na ich wygląd, nie myślę o ich zachowaniu, chodź wkurza mnie zapach dymu z papierosów. Myślę o tej osobie, którą jestem.
Biegam w ten sam sposób, nie zdając sobie sprawy jak wielki dar otrzymuję każdego kolejnego dnia. Dar życia w rodzinie, dar oddychania, dar przyjaźni, dar szczęścia i dar łez. Moje talenty, krótsze i dłuższe wojaże. Dar dzielenia się tym, co gra mi w duszy.

Myślę o właśnie obejrzanym filmie, gdzie najnudniejsza i najmniej lubiana osoba miała na szyi krzyżyk, niedostrzeżony w pierwszej scenie. Ale ja go widziałam. Myślałam o tym, jak łatwo zgubić Boga, kiedy wszystko układa się dobrze, po ludzkiej myśli.
Jak bardzo tego nie chcę dla siebie.

Bo w filmie zwanym życiem nie chodzi o liczbę zer na koncie, nie chodzi o szybki samochód czy super pracę. Nie wiem jeszcze czy chodzi o związek, miłość, spełnienie, zdrowie, rodzinę, dom czy czynienie dobra dla innych. Mam 18 lat i może jeszcze nic o tym nie wiem.
 Może nie powinnam mówić, jak wiele wiem i jeszcze więcej nie wiem.

Ale... ja nie chcę biec w rytmie tłumu. Chcę pamiętać, czuć, podnosić się i upadać u Jego boku, w tempie skupienia, przeżywania.
Tylko tyle i aż tyle.


Kimkolwiek jesteś, w cokolwiek wierzysz - życzę Ci dobrze. Najlepiej.
Niech będzie pięknie.



Komentarze

Popularne posty