Włóczykij Kaczkowska

Kadry: "Never let me go" - Joanna Boroń


17 lipiec 2017






Kolejna nowa twarz przed moim obiektywem zagościła w poniedziałek, z wyjątkowo kapryśną pogodą, która na szczęście nie pokrzyżowała nam planów.
Na sesję zdjęciową umawiałyśmy się dokładnie rok, nasze pierwotne plany z ubiegłych wakacji poszły w odstawkę i stworzyłyśmy lekko mroczny klimat. Wszystko rozpoczęło się jednak od rozgrzewki, czyli zdjęć na boisku sportowym oraz trybunach. Leżące portrety królują ostatnio na zdjęciach, również tym razem nie mogło ich zabraknąć.

Asia ma bardzo "agencyjną" urodę, na pozór chłodną i mroczną, ale w kontakcie jest bardzo sympatyczna, co zawsze doceniam na sesjach. Ma potencjał oraz te piegi(!).
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo lubię je łapać w kadry!

Ujęcia z dymem wyszły bardzo spontanicznie (to słowo nadużywane w moim fotograficznym słowniku). Cieszę się, że moje modelki wychodzą z własnymi inicjatywami, które możemy wspólnie realizować w fotografii.
Owszem, ostatnio jakaś fala czarno-białych zdjęć, różnych prób stylu, świateł, cieni gości w moim portfolio. Szukam siebie w każdym z nich z nadzieją, że nie tylko mnie wydają się spójne, pomimo pozornej sprzeczności.


modelka: Joanna Boroń

zdjęcia: Małgorzata Kaczkowska
(Włóczykij Kaczkowska na Facbook'u)







Ścieżka dźwiękowa wpisu:

Historie: "jak stałam się Włóczykijem Kaczkowską?"






Zastanawiałeś się czasem nad tym, skąd wziął się mój pseudonim "Włóczykij"?
No bo wiadomo, "Kaczkowska" to moje nazwisko, nic odkrywczego.
Ja się zastanawiałam, przyznam Ci szczerze. I nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie. To nie takie łatwe do wyjaśnienia, przynajmniej na tym etapie, na którym mnie obecnie znasz, rozumiesz?

Mam wady, Ty też masz wady, ale jakbyśmy mówili tylko o negatywach to świat byłby nieszczęśliwy. Zostawiam kilka subiektywnych faktów i opowieści, żeby w miarę jasno wyjaśnić, skąd wziął się Włóczykij Kaczkowska.


Ścieżka dźwiękowa wpisu, czyli czego słuchałam pisząc.
Parson James - "Stole The Show"
Zaczynajmy.





"Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę.
Taki wymarsz jest zawsze nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść."


Kiedy ostatnim razem wróciłam z Krakowa do mojej rodzinnej miejscowości, mama zapytała, skąd mam tyle energii, która nie zamykała mi ust. 
Tak to już ze mną jest - w czasie podróży jestem wykończona siedzeniem w autobusie, skwarem ulic, ale jednocześnie ładuję wewnętrzne akumulatory na maksimum. Tyram torbę z aparatem, wracam padnięta i siadam przed komputer, ale mam taki uśmiech na widok efektów, które wynagradzają każdą niedogodność, każdy odcisk.

Jasne, czasem narzekam, jak każdy człowiek. Ale staram się doceniać te błyski światła, bańki mydlane na krakowskim rynku, tych inspirujących ludzi i każdy kadr na moim telefonie. Kocham Polskę za te piękne zakamarki. Mam nawet marzenie, żeby zwiedzić nasz kraj, a dopiero później wychwalać państwa poza granicami. Swego nie znacie, cudze chwalicie czy jak to tam szło.

Dodatkowa ciekawostka:
potrafię się bardzo dobrze pakować. Zwykle mam ze sobą małą torbę sportową i naprawdę wiele razy słyszałam już z ust znajomych, że chyba zwariowałam z tak małym bagażem. Może to zasługa mojej mamy, która nauczyła mnie organizacji, może zamiłowania do minimalizmu, ale jeśli można to podpiąć pod włóczykijską cechę, niech będzie.
Lubię się pakować i lubię organizować przestrzeń.








"Włóczykij szedł drobnym, spokojnym krokiem przez gęsty las. Zaczęło padać. 
Deszcz kropił na jego zielony kapelusz i na płaszcz nieprzemakalny, który też był zielony, szemrał i pluskał ze wszystkich stron, a las otaczał go łagodną, cudowną samotnością."


Cisza. Spokój. Las.
Zabrzmiało melancholijnie?

Jestem zwolennikiem spontaniczności, ale naturę mam raczej spokojną. Ekspresyjną, ale spokojną, nawet kiedy przy bliskich moja mimika wyjątkowo wyraża słowa, niejednokrotnie rozśmieszając towarzystwo. Zalążki aktorstwa, które wychodzą, kiedy przestaję się spinać.

A tak, dużo przeżywam i czasem jestem spięta. Pewnie dlatego długo zajmuje mi przystosowanie się do otoczenia, nie mówiąc już o trzęsących się dłoniach, ale możemy sobie wmówić, że to brak magnezu. Ogólnie rzecz biorąc, potrzebuję czasu, którego często nie dostaję bo żyjemy w biegu. 
Fast fashion, fast food'y, sam rozumiesz.

Nie jestem introwertykiem. Ani ekstrawertykiem. Wrażliwcem owszem, Włóczykijem również.
Bo się włóczę, bo lubię spędzać czas przy naturze. Często gapię się na światła i cienie padające na parkiet mojego małego królestwa czterech ścian. Oglądam niebo, zachody słońca, którymi sporadycznie dzielę się na Instagramie czy Twitterze. 
Lubię las, góry, morze, chodź woda budzi moją nieufność. Swoją wioskę też lubię, a raczej jej ukształtowanie i przyrodę bo jest piękna, a ja mam widok z okna na codzienne zachody słońca.
Lubię zatrzymać się w lesie, kiedy pada spokojny, umiarkowany deszcz.

Jesień to moja pora.








"Są tacy, co zostają w domu, i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było.
Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jeszcze czas, i w żadnym razie nie rozmyślić się."


Zaczęło się od pseudonimu SilverVege, który służył mi jako pisarce bloga z opowiadaniem. Potem Photography by SilverVege, następnie Małgorzata Kaczkowska Photography.

Możesz mi wierzyć albo nie, ale nie lubię iść wydeptaną ścieżką. 
Jako dziecko zmieniałam charakter pisma kilka razy, widząc jak koleżanki z klasy zaczynają oddzielać litery w podobny sposób, co ja.
Ostatnio zmieniłam nawet #about na Obserwacje, #another na Historie, #letter na Listy, a #photoshoot na Kadry, z uwagi na kopię, która powstała na blogu mojej znajomej
(kibicuję Ci, Moja Droga i wierzę, że znajdziesz swój własny świat, od początku do końca Twój).


Możesz to uznać za perfekcjonizm, ale to raczej nie to. Bardziej mój osobisty indywidualizm, jeśli coś takiego w ogóle istnieje. Szukanie własnej drogi. Bezustanne obserwacje.

Więc, nie chcąc być kolejnym Photography na Facebook'u zostałam Włóczykijem Kaczkowską. Myślę, że to porównanie wyjątkowo mi pasuje, jest niejako częścią mojej natury.
Nie wiem, czy czytałeś Muminki, ale to coś więcej, niż tylko bajka dla dzieci.

Ot, cała esencja tej historii.


Dodam jeszcze, że nie wspomniałam tu o samotności.
Jest źle rozumiana, często bardzo negatywnie, a osobiście uważam, że potrafi kształcić i lubię spędzać czas od czasu do czasu tylko ze samą sobą. Lepiej się poznaję, ale samotna nie jestem i nie tkwię w stanie destrukcyjnej samotności (staram się). Mam rodzinę, znajomych i kilkoro przyjaciół. Jest Bóg - Reżyser i mój Anioł Stróż, nawet w chwilach moich wątpliwości.
Samotność w pozytywnym poznawaniu siebie jest wspaniała, staram się tak ją rozumieć i nie zagłuszyć swojego umysłu wiecznym szumem świata.

Potrafię być bardzo melancholijna i potrafię siedzieć w skupieniu, analizując jakąś sytuację, często nie zdając sobie sprawy z własnej mimiki (wspominałam o niej). Może stąd sporadyczne wnioski, że jestem smutna.








"Kroki oddaliły się powoli i znów było cicho, tylko deszcz uderzał o brezent.
Ostatni dom stał całkiem samotnie pod ciemnozieloną ścianą świerkowego lasu i tu naprawdę zaczynało się pustkowie. Włóczykij szedł szybciej, prosto w stronę lasu. Wtedy w ostatnim domu ktoś uchylił drzwi i bardzo stary głos zawołał:

-Dokąd idziesz?
-Nie wiem - odpowiedział Włóczykij.

Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy."


Poszerzam optykę, spoglądam na horyzont.
Nie wiem, gdzie będę za rok, ani nawet za miesiąc. Mam pewne plany, nadzieje i cele, ale jeśli pozwolisz zachowam je w swoim serduchu.
Idę. Czuję, że za zakrętem czeka na mnie coś nowego.

Niech będzie pięknie.





Cytaty są fragmentami książki "Dolina Muminków w listopadzie", mojej ulubionej części serii o Muminkach autorstwa Tove Jansson.

Na zdjęciach Włóczykij we własnej osobie oraz niemniej włóczykijska walizka. 


Podpisano,
Włóczykij Kaczkowska.


Kadry: "Lessie, come home..." - FoxArt & Rafik


12 lipca 2017






Pamiętacie jedną z naszych pierwszych sesji z Gabrysią (znaczy się, trzecią, jeśli mnie pamięć nie myli)? Zrobiłyśmy ją w trawach naszej rodzinnej miejscowości dwa lata temu. Powspominajmy!

Kiedy Gabi napisała do mnie wiadomość, czy nie chcę zrobić podobnej sesji jeszcze raz, nawet się nie wahałam. Rafik urósł, a my zdobyłyśmy większe doświadczenie. Nieco bałam się przyjęcia tego samego tematu po raz drugi, ale moim zdaniem sesja przebiła poprzedniczkę. Gabrysia zadbała o retro sukienkę, tak że nawet smycz gra kolorystycznie ze stylizacją (co za kobieta!)

No i tym razem nie musiałam siedzieć w pokrzywach po pas, zachód słońca poświecił nam zaledwie kilka minut, a tutejszy rolnik nie posadził słoneczników, tam gdzie dwa lata temu.
Jest inaczej, ale skłamałabym mówiąc, że gorzej, co to to nie!

Przechodzimy do efektów sesji z moją niezawodną modelką w naszej Jabłonicy Polskiej!


modelka: Gabriela "FoxArt" Lisowska & Rafik

zdjęcia: Małgorzata Kaczkowska











































Wszystkie zdjęcia oraz teksty na blogu są chronione prawem autorskim.
Zakaz kopiowania oraz publikowania ich u siebie bez mojej zgody i/lub zgody modelki.

Kadry: "When we were young" - Izabela Chrobak


5 lipca 2017






Iza to moja znajoma z klasy, która swoim stylem wyróżnia się na szkolnym korytarzu. Jak można się domyślić, bardzo mnie zainspirowała do stworzenia takiego klimatu zdjęć. O sesji rozmawiałyśmy już dawno, ale jak to zwykle u mnie bywa, pomysł musiał przeleżeć swoje w szufladzie, aby w końcu wyjść na światło dzienne.

Ta utalentowana piosenkarka (tak Iza, to o Tobie!) bardzo dobrze poradziła sobie z towarzystwem brokatu oraz kulek dymnych, które nasunęły mi na myśl tytuł "when we were young".
Nawiązuje on do lat dzieciństwa, nasyconego koloru plastikowych zabawek, gryzącego się z szarością otoczenia dorosłych.
Do starości jeszcze nam trochę brakuje, ale ten plac zabaw, szalejące dzieci w tle mocno wprowadziły nas w klimat.

Zdjęcia zderzają pragnienie pozostania w błogim świecie marzeń z często zimną rzeczywistością. Kontrast ostrego spojrzenia, dymu papierosowego (tutaj: symbol buntu) z różowym brokatem, kwiatami i wspomnianymi już kolorami na placu zabaw. Właśnie tak to czuję.
Kontrasty. Nasycenie.

Zdaję sobie sprawę, że czasem przeskakuję ze stonowanych, vintage ujęć do nasycenia, które po raz pierwszy ujawniło mi się na sesjach parę lat temu (kto pamięta chociażby ujęcie z Gabrysią i psem Rofikiem?). Mam 18 lat i eksperymentuję bo to właśnie w fotografii uwielbiam - mogę się zmieniać, dawać się ponosić własnej wyobraźni. Na dokładne określenie swojego stylu jeszcze przyjdzie czas, teraz szukam drogi.

Koniec pisania, zapraszam na zdjęcia z sesji :)


modelka: Izabela Chrobak

zdjęcia: Małgorzata Kaczkowska
















































Wszystkie zdjęcia oraz teksty na blogu są chronione prawem autorskim.
Zakaz kopiowania oraz publikowania ich u siebie bez mojej zgody i/lub zgody modelki.